Archiwum

24.03.2010
Obiecali pomoc, nie wpłacili ani grosza

Jeden z elbląskich portali internetowych zorganizował zbiórkę na rzecz ciężko chorego sześcioletniego Wojtusia. Darczyńcy ofiarowali około 25 tysięcy złotych, ale do chłopczyka nie trafiła nawet złotówka. Właściciel portalu chce przekazać pieniądze na inny szczytny cel. Sprawę bada prokuratura.


Sześcioletni Wojtuś z Elbląga cierpi na rzadką chorobę genetyczną - zespół Niemanna Picka typu C. Na tę chorobę w Polsce choruje około 20 dzieci. Niestety, jest ona nieuleczalna. Można jednak zahamować jej dalszy rozwój.

- Jest to choroba atakująca centralny układ nerwowy oraz narządy wewnętrzne, upośledzająca jego funkcje poznawcze, a nawet prowadząca do śmierci - mówi Małgorzata Sekulska, matka Wojtusia. 

Jedno opakowanie leku, które wystarcza na 42 dni kosztuje ponad 45 tysięcy złotych. Zdaniem specjalistów tylko zażywanie tego specyfiku może zahamować rozwój choroby. Rodziców Wojtusia na to nie stać - utrzymują się z jednej pensji i zasiłku jaki dostaje ojciec Wojtka, który zrezygnował z pracy, by opiekować się dzieckiem.

Państwo Sekulscy ucieszyli się, gdy pod koniec ubiegłego roku zgłosił się do nich właściciel portalu Elbląg24, który zaproponował zorganizowanie zbiórki dla Wojtusia na stronach internetowej gazety. Okazało się jednak, że mimo iż pieniądze zaczęły wpływać, Wojtuś nie mógł z nich skorzystać - nawet, gdy rodzicom brakowało na kolejne opakowanie leku.

- Błagałam, żeby przelał pieniądze na konto fundacji Elbląg, czy bezpośrednio do apteki - wspomina Małgorzata Sekulska, matka Wojtusia.

- Uważam, że postąpiliśmy uczciwie wobec wszystkich, którzy wpłacili pieniądze, pytając ich, co dalej z nimi zrobić, skoro lek dla Wojtka będzie refundowany od pierwszego kwietnia - twierdzi Sebastian Bona0Kuchejda z portalu Elbląg24.

Jednak jest inaczej: rodzice chorego chłopca otrzymali pieniądze na leki, ale jedynie na najbliższe dwa miesiące. Jedno opakowanie kupiła chłopcu Fundacja Polsat, drugie zrefundował NFZ. Nie ma jednak decyzji o stałej comiesięcznej refundacji. Rodzicom brakuje także pieniędzy na rehabilitację syna - na to mogliby przeznaczyć pieniądze z internetowej zbiórki.

Chcieliśmy zobaczyć, czy ofiarowane przez darczyńców pieniądze są na koncie. Okazało się, że w dobie internetu sprawdzenie salda nie jest takie proste. Trwało to ponad godzinę.

Ostatecznie mogliśmy zobaczyć dokument, który miał być dowodem na to, że pieniądze zebrane dla Wojtusia nadal są na koncie portalu. Czy jest to konto firmowe czy prywatne? Co się dzieje z pieniędzmi - sprawą zainteresowała się prokuratura.*

* skrót materiału

Reporter: Leszek Tekielski

ltekielski@polsat.com.pl(Telewizja Polsat)


back