Archiwum

26.10.2009
Torturowali, zgwałcili i zabili

Okrutna zbrodnia w biały dzień. 27-letnia Agnieszka z Sokółki była torturowana, a następnie zgwałcona w mieszkaniu swojej babki. Kobieta nie miała żadnych szans na przeżycie. Sprawcy zadali jej 12 ciosów nożem. Choć na miejscu zbrodni pozostało wiele śladów, mordercy wciąż są na wolności. Sąsiedzi twierdzą, że nic podejrzanego nie zauważyli.


21 stycznia tego roku. Mroźny i wietrzny poranek. Około godziny dziesiątej policja w Sokółce przyjmuje dramatyczne zgłoszenie. Zamordowana została młoda kobieta, 27-letnia Agnieszka Michniewicz.

- Babcia wychodzi z domu, gdy wraca znajduje ciało wnuczki. 27-letnia dziewczyna nie żyje - opowiada Jacek Dobrzyński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

- Dostała 8 ciosów w brzuch i 4 w klatkę piersiową - rozpacza Halina Acewicz, matka zamordowanej Agnieszki.

Agnieszka mieszkała z babcią w jednym z bloków w centrum Sokółki. Nie miała wrogów. Tego ranka, została sama tylko na kilka godzin. Wtedy jednak odwiedzili ją jej mordercy.

- Ofiara znała ich albo niedawno zapoznała, bo wszystko wskazuje na to, że to właśnie ona wpuściła ich do środka - informuje Andrzej Baranowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Dzięki zebranym w mieszkaniu śladom, wiadomo, że morderców było co najmniej trzech. Najpierw dotkliwie pobili Agnieszkę. Później kilka razy brutalnie zgwałcili. Na koniec zadali jej 12 ciosów znalezionym w kuchni nożem. Nie obyło się także bez tortur.

- Oni wzięli mój nóż i mój widelec. Była kłuta tym widelcem w twarz, koło żuchwy, koło ucha. Zostały rany - opowiada Anna Kurczewska, babcia zamordowanej Agnieszki.

Wszystko wskazuje na to, że Agnieszka znała swoich morderców. Jako pierwszy w cieniu podejrzeń znalazł się jej narzeczony, 32-letni Adam. Z zebranych przez policję informacji wynikało, że w przeszłości był o nią bardzo zazdrosny.

- Jak go wypuścili z aresztu, to on od razu przyjechał do niej. Przywiózł jej pierścioneczek zaręczynowy, włożył jej po śmierci do trumny. On naprawdę ją kochał - mówi Halina Acewicz, matka zamordowanej Agnieszki.

Przeprowadzone natychmiast badania wykluczyły możliwość udziału Adama w zbrodni. Krótko po tym policja opublikowała portrety dwóch potencjalnych morderców. Do dziś nikt nie rozpoznał jednak żadnego z nich. Zbrodni dokonano w biały dzień. Jak to możliwe, że nikt niczego nie zauważył?

- To jest niespotykane! Na pewno ktoś widział morderców - twierdzi Jacek Dobrzyński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Po zamordowaniu Agnieszki, bandyci musieli czuć się bezpiecznie i pewnie. Przez dłuższą chwilę plądrowali mieszkanie w poszukiwaniu pieniędzy i biżuterii. Wychodząc, zamknęli za sobą drzwi na klucz. Zdaniem psychologów, sprawa jest jednoznaczna. Mordercy Agnieszki wciąż znajdują się bardzo blisko.

- Ten schemat przypomina mi zabójstwo, kiedy sprawca okazał się sąsiadem ofiary. Mieszkał w zasadzie blok obok. Pewna granica pękła. Zabili niewinnego, bezbronnego człowieka. Więc czemu nie mogą tego zrobić jeszcze raz? - opowiada dr Jan Gołębiowski, psycholog sądowy, profiler.

Oprócz narzędzia zbrodni, z mieszkania zginął komputer Agnieszki. Prawdopodobnie okazyjnie kupił go któryś z mieszkańców Sokółki. Jeśli się zgłosi, mordercy dziewczyny najprawdopodobniej zostaną schwytani. Policja dysponuje bowiem próbkami ich DNA.

- Sprawcy pozostawili po sobie ślady biologiczne i to będzie w zasadzie decydujące. Jeżeli trafimy, to już będziemy wiedzieli wszystko - mówi Agnieszka Kalisz z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.

- Proszę was serdecznie, pomóżcie odnaleźć morderców Agnieszki! Nie życzyłabym nikomu, żeby którąś jeszcze córkę spotkało takie coś - apeluje Halina Ackiewicz, matka zamordowanej Agnieszki.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl (Telewizja Polsat)

(Telewizja Polsat)


back