Archiwum

02.06.2011
Zrujnowało ją państwo

W 1996 roku pani Joanna Jarosz założyła w Sosnowcu firmę dziewiarską New Knitting. Odbiorcami były głównie małe sieci sklepów i hurtownicy na terenie Niemiec. Ograniczając formalności pani Joanna otworzyła filię swojej firmy w Hamburgu, jako eksporter otrzymywała zwrot podatku VAT. W 2001 roku kontrolerzy skarbowi stwierdzili, że pani Joannie zwrot podatku VAT nie należy się.


Urząd Skarbowy zajął firmie 200 tysięcy złotych, banki wypowiedziały umowy kredytowe, a kontrahenci zerwali współpracę. Po 5 latach walki Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację pani Joannie. Dzisiaj pani Joanna walczy o odszkodowanie.

W 1996 roku Joanna Jarosz założyła w Sosnowcu firmę New Knitting. Przedsiębiorstwo produkowało wyroby dziewiarskie i wysyłało je do Niemiec. Firma szybko się rozwijała i wkrótce zatrudniała już 200 osób.  

- Byłam młodą osobą po studiach z głowa pełną ideałów. Wspaniale jest, kiedy się otwiera własną firmę, kiedy człowiek jest dobrym obywatelem, płaci podatki, nie ucieka do rajów podatkowych. Otworzyłam biuro sprzedażowe na terenie Hamburga po to, żeby być bliżej naszych klientów - mówi Joanna Jarosz , współwłaścicielka firmy New Knitting.

- Cała idea polegała na tym, że towar wyjeżdżał z polskiej spółki do niemieckiego oddziału i tam był sprzedawany, bo niemieccy kontrahenci nie chcieli się bawić w formalności celne - mówi Przemysław Przepióra, pełnomocnik New Knitting.

Z tytułu eksportu firma otrzymywała zwrot podatku VAT. W New Knitting wielokrotnie pojawiały się kontrole z Urzędu Skarbowego w Sosnowcu, które nie stwierdzały żadnych nieprawidłowości. Wszystko zmieniło się w 2001 roku.

- Według izby taki zwrot VAT się podatnikowi nie należał - mówi Michał Kasprzak z Izby Skarbowej w Katowicach.

- Wysyłamy do naszego oddziału, a nie oddzielnej firmy, w związku z tym potraktowano to jako przesunięcie magazynowe - mówi Joanna Jarosz, współwłaścicielka firmy New Knitting.

Dla pani Joanny zaczął się koszmar. Urząd skarbowy zajął hipotekę firmy i maszyny. Bank zażądał natychmiastowej spłaty kredytów. Pani Joanna musiała zwalniać pracowników.

- Zatrudnialiśmy 200 osób. Musieliśmy zwolnić pracowników, kiedy współczynnik bezrobocia w Sosnowcu wynosił ponad 20% - mówi Joanna Jarosz, współwłaścicielka firmy New Knitting.

Pani Joanna nie poddała się. Postanowiła udowodnić, że ma rację. Po pięciu latach postępowań ciągnących się we wszystkich możliwych instancjach udało się.

- Ostatecznie Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację pani Jarosz - mówi Janusz Drachal z Naczelnego Sądu Administracyjnego.

- Dla mnie logiczne było, że skoro państwo w osobie urzędu skarbowego wyrządziło mi szkodę, należy się zadośćuczynienie, dlatego podjęłam decyzję, żeby ubiegać się o odszkodowanie - mówi Joanna Jarosz , współwłaścicielka firmy New Knitting.

Pani Joanna wyliczyła swoje straty na pięć milionów złotych. Jednak sąd w Katowicach dwukrotnie uznał, że pieniądze jej się nie należą.

- Powódka nie udowodniła, że między wydaniem decyzji podatkowych a pogorszeniem kondycji finansowej spółki zachodzi bezpośredni związek, a to dopiero mogłoby być podstawą zasądzenia odszkodowania - mówi Waldemar Szmidt z Sądu Apelacyjnego w Katowicach.

- Z mojego punktu widzenia byliśmy w stanie to udowodnić. Pokazaliśmy ciąg przyczynowo-skutkowy w postaci dokumentów finansowych firmy ze strony banku, powołaliśmy świadków ze strony Polski jak i klientów z Niemiec - mówi Joanna Jarosz, współwłaścicielka firmy New Knitting.

Pani Joannie nie udało się uratować firmy. Kobieta nie chce już prowadzić działalności w Polsce.

- Jest mi przykro, że to co ja i kilka osób stworzyliśmy wielkim wysiłkiem, ktoś przyszedł i zniszczył. Teraz zostały nam puste hale - mówi Joanna Jarosz, współwłaścicielka firmy New Knitting.

Reporter: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)

back